czwartek, 24 lutego 2011

Kredens na życzenie

W sumie to myślałam, że już pojawił się w całej okazałości, a tu zdziwienie - rzeczywiście nic nie było. Nadrabiam więc zaległości i prezentuję kredens. Ubiegając pytania: nie będzie niczym malowany, bejcowany, bielony, lakierowany - ma się ładnie starzeć - całe drewno w domu (oprócz parkietu) jest surowe :)

Miłego dnia!




niedziela, 20 lutego 2011

Domowo

Żeby nie było - obrazki z naszego domu. Ostatnio wiele się zmieniało, ale czasu nie było, aby w ciągu dnia zrobić zdjęcia.

Dziś prezentuję sprezentowane mi obrazki (reprodukcje dzieł Beaty Wąsowskiej). Obrazy wydają mi się trochę niepoważne (w pozytywnym znaczeniu tego słowa), czyli takie, jak najbardziej lubię. Miejsce dla nich równie "na przekór", kto bowiem nakaże mi wsadzać je w jakiekolwiek ramy, uciekam więc także od ram konwencjonalnego prezentowania dzieł sztuki i... pokazuję je za ramkami. Kolory i tak same się bronią, a zainteresowanie rośnie i każdy, dosłownie każdy przybliża się, aby zobaczyć na obrazach coś więcej.

PS muszę dodać po komentarzach, że ładnie urządziłam, że - ładnie urządziliśmy (bo wpływ na to jak wygląda wnętrze miał też małżonek o dobrym guście). Dodaję, nie żeby mu się przypodobać ;) ale ponieważ bloga podczytują także jego koledzy :P (pozdrawiam Maciek) :)




Niedzielnie

Niedzielnie, kościelnie. Katedra w Nysie - zdjęcia robione w zeszłym roku latem. Ciepło, tajemniczo, trochę strasznie? Jakby piekło i niebo toczyły bój o dusze modlących się.


piątek, 18 lutego 2011

Grasse

Kolejne wygrzebane zdjęcia. Tym razem wypełnione światłem, tak mocnym, że wszystko wyblakło... Gdzie to? Zaułki Grasse na południu Francji. Miasto brudne, zniszczone i czasami strach zapuszczać się samej w zaułki. W dniu, w którym zrobiłam te zdjęcia nieopatrznie zawędrowałam o jedną bramę za daleko, a potem musiałam dość szybko przypomnieć sobie drogę na skróty... Ale - warto było, miasto fascynujące w swej brzydocie.

czwartek, 17 lutego 2011

Sielska emerytura

Dawno temu w Anglii. Czyż kobieta wypinająca swoje cztery litery nie jest urocza? Sielanka angielskiej emerytury...

Wygrzebane, bo tęsknię do kolorów lata, a tu mrozy, śniegi zawieje (no przesadziłam, ale prognozy nie są obiecujące niestety).

niedziela, 13 lutego 2011

Cudze chwalicie...

Wizyta Ani i Łukasza była pretekstem, aby wybrać się na spacer-wycieczkę po browarze. Już kiedyś tam byłam, ale tym razem w gronie wyborowym bylo zdecydowanie przyjemniej.
Po wycieczce nocne łazikowanie po mieście - nieopatrzne wstąpienie w progi przybytku,m gdzie było włoskie karaoke :P a później czekanie aż zwolnią się miejsca w ulubionej knajpie, a tam mniaaaam koncert jazzowy na żywo. Po powrocie do domu, nocne Polaków rozmowy do 4 rano... A dziś wizyta u Gosi, pyszna kolacja i trochę pracy, a efekt piękny - będą zdjęcia, kiedyś :P


Po weekendzie

Tak kojarzy mi się sobota...


czwartek, 10 lutego 2011

Królową być

Tak mnie naszło, że miło byłoby zostać na jeden dzień królową. Ale taką królową bez obowiązków królewskich - tylko leżeć, czytać, drzemać. Jeden dzień lenistwa. Pozdrawiam zarzucona pracą...

niedziela, 6 lutego 2011

Pistacjowa komoda

Przedstawiam Wam pistacjową komodę :) W wersji standardowej (bez fabry) stała sobie grzecznie przez 6 lat w Krakowie, w naszym (wtedy jeszcze) "konkubenckim" lokum. Teraz, gdy trwa długo już, a jeszcze potrwa remont sypialni, przyszedł czas, aby zmienić w niej co nieco. Komoda zyskała odcień pistacjowy (nieco delikatniejszy niż na zdjęciach) i wykończenie z materiału. Efekt, jak dla mnie, zadowalający. Teraz czekam, aż ściana, przy której ją postawiliśmy będzie wyszlifowana i pomalowana, ale wszystko w swoim czasie.

Malowania i zmieniania mebli nie koniec - ostatnio u koleżanki Gosi przerabialiśmy cztery stare krzesła, na cztery (a ile niby? :P) zupełnie nowe. Efekt - wkrótce.

Ciekawa jestem, czy Wy przerabiacie swoje meble? Moi znajomi nie mają takiego zwyczaju, bynajmniej nie natrafiłam na przerabiane meble. Ja sama zaczęłam, gdy wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam w Krakowie - studencka kieszeń jest zwykle pusta, ale pomysłów za to milion. Szlifowalam namiętnie całe wakacje krzesła, przerabiałam szafeczkę na kubki itp.

Jaka jest Wasza historia? :)


wtorek, 1 lutego 2011

Ot sobie stoi...

Brakowało nam szafki w łazience, czegoś, co mogłoby oddzielić strefę ubikacji od reszty. Na pomoc przyszła nam stara komódka (stała w garażu i ponoć wyciągała "ręce" do mojego męża, mowiąc - weź mnie, pieść mnie i opiekuj się mną) :D Prace trwały krótko - nie widziałam, żeby tak szybko coś straciło kilkanaście warstw farby olejnej (ale czego nie robi się dla płci pięknej - choćby była... z drewna).

I tak sobie stoi, a na niej papiery - ten długi, szary i do d... (akurat biały - tak, tak Ty, z którą odbyliśmy na jego temat dysputę też to czytasz :P) i gazety, które z lubością przegląda się RÓWNIEŻ w wannie. Ot, tyle.

Dobranoc :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...